#1 Zagrać księdza ( czyli parę słów o życiu faceta w czarnej sukience) » poKULTURE.pl

 

Zagrać księdza ( czyli parę słów o życiu faceta w czarnej sukience)

Zacznijmy może od powodu, dla którego piszę o życiu księdza. Otóż ostatnio w rozmowie z ojcem dowiedziałam się, że taki ksiądz to na wszystko ma czas, bo co on ma robić? W taki zwykły dzień odprawi sobie jedną Mszę Świętą i hulaj dusza, piekła nie ma (skojarzenia piekielne są stricte moje, więc ojciec nie ma z tym nic wspólnego). Jednak coś mi tu nie pasowało i nie chciało się wpasować w taką wizję.

Ilekroć bowiem chciałam spotkać się z księdzem, każdym księdzem wikariuszem mojej parafii, napotykałam na problemy z umówieniem terminu, który pasowałby i jemu i mnie. Ponadto jestem dość częstym gościem w zakrystii w kościele parafialnym i stwierdzam, że jakoś tak trudno zobaczyć tam znudzonego, a w efekcie zblazowanego i tonącego w wolnym czasie wikarego, a już tym bardziej proboszcza. Jednak życie proboszczowskie to zupełnie inna para kaloszy, dlatego skupię się tu na życiu wikariusza, który jest tym księdzem, który to na co dzień „nie ma co robić”. Przyjrzałam się bliżej jego życiu i postanowiłam, że je opiszę. Przecież możliwe, że są gdzieś jeszcze jakieś osoby myślące, że bycie księdzem oznacza nadmiar wolnego czasu. To byłoby tyle tytułem wstępu, chociaż nie... Jest jeszcze druga jego część, czyli wyjaśnienie tytułu tego artykułu. Jest on taki bardzo mój. Zatem pytanie: dlaczego „Zagrać księdza”? Po prostu dlatego, że bardzo lubię film Agnieszki Holland „Zabić księdza”. Uwielbiam go ze względu na podjęty temat, aktorów, a szczególnie Chriostopher’a Lambert’a, grę aktorską i również w dużej mierze za samo brzmienie tytułu, bo jest on taki prosty i rzeczywisty, taka prawdziwa „kawa na ławę”. Poza tym kocham teatr i podoba mi się gra aktorska.

Przymiarka do roli

Aby prawdziwie zagrać daną postać każdy dobry, szanujący się aktor musi najpierw poznać jej życie i ją samą. Bądźmy zatem dobrymi, szanującymi się aktorami i, jeśli chcemy zagrać księdza, poznajmy najpierw jego świat i życie od podszewki,. Innymi słowy: przymierzmy się do roli. Zacznę tu od pracy i pozwolę sobie spojrzeć na nas wszystkich. Prawie każdy pracuje. Normalnie mamy 8 godzin pracy, a potem czas wolny i prywatny: dla siebie, dla rodziny, dla przyjaciół, na przyjemności i na zabawę. Słowem: luz i fajrant, żyj Tomku w swoim domku. Wszyscy tak mają. Wszyscy? Nie byłabym tego taka pewna - Ksiądz ma inaczej, bo jakby ciągnie 2 etaty, czyli pracuje podwójnie - zwykle ma szkolę, a potem normalny wikariat. Na dobitkę zawsze bez niedziel, bo choć dla nas normalnie są one dniami, w które spokojnie możemy sobie robić nic, dla księdza to „harówka” (patrząc oczami człowieka nie powołanego). Idźmy dalej - dla nas podobna jest sobota - generalnie wypoczywamy, choć różnie z tym bywa. Niestety tego dnia, czyli soboty ksiądz też praktycznie nie ma, bo raz w miesiącu są chorzy i musi z wiatykiem biegać po całej parafii, co tydzień różne nauki i inne sprawy parafialne, a wieczorem to już zaczyna się ta niedzielna „harówka”. Jednak soboty jako takiej tak naprawdę nie zdołałam nigdy omówić z księdzem, choć jedną rzecz udało mi się z pewnego wikariusza wyciągnąć. To mianowicie, że w soboty sprząta. Na porządki w innym dniu czasu nie ma, czyli to w sumie dość logiczne i takie racjonalne – sobota jest dniem „gospodarczym”, kiedyś trzeba posprzątać, jeśli nie chce się żyć w brudzie. Zatem soboty opisałam tak, jak ja je widzę, a myślę, że nie rozmijam się za bardzo z rzeczywistością. Teraz parę słów o świętach: ksiądz przed Wielkanocą czasu praktycznie nie ma, bo najpierw wszędzie są rekolekcje, które ktoś musi wygłaszać, i do których też trzeba się przygotować i pomyśleć, o czym będzie się mówić i do kogo będzie się mówić. Wszystko musi być odpowiednio wywarzone, a to jest mniej lub bardziej czasochłonne – Wielki Post to czas nawrócenia. Po rekolekcjach nie ma żadnego odpoczynku i ksiądz zaczyna żyć w konfesjonale – ludzie po rekolekcjach zwykle chcą się wyspowiadać. Poza tym w Wielkim Poście dodatkowo w piątki odprawia drogę krzyżową, a w niedziele gorzkie żale. Przed Bożym Narodzeniem w zasadzie jest tak samo, tylko gorzkie żale przybierają formę rorat, ale kandydatów do spowiedzi w sumie jest tyle samo. Tak na marginesie napiszę, że według mnie spowiadanie wcale najprzyjemniejszą rzeczą nie jest, bo nie sprawiałoby mi chyba przyjemności siedzenie w małej drewnianej skrzynce i bycie stale obrzucanym cudzym brudem. Bo do tego przecież sprowadza się spowiedź. Po wszystkim ty wychodzisz sobie lekko z kościoła, mając wrażenie, że to, co ciężkie, szare i nieznośne w twoim życiu zostało za tobą w konfesjonale. I tutaj znowu wracamy do mojego braku powołania. Ja tego nie rozumiem, ale wiem, że księża, którzy pełnią ważne, wysokie funkcje w Kościele: są biskupami, arcybiskupami, albo nawet papieżami i nie mają czasu na spowiadanie, tęsknią za godzinami spędzanymi w konfesjonale. Szaleńcy! Osobną sprawą są kolędy. W okresie po Bożym Narodzeniu ksiądz żyje wyłącznie w pracy, a w domu to tylko śpi i je śniadanie. Pojawia się więc pytanie: Kiedy księża wypoczywają? Bo na dłuższą metę tak nie można. Wydaje się, że odpoczynek znajdują dopiero w wakacje, kiedy mają aż miesiąc urlopu. Ale co to za urlop, skoro wiem od znajomego księdza wikarego, że pomimo tego, że przez cały ten czas nie mają nawet obowiązku pojawiać się w kościele, aby rozdawać komunię, to coś ich tam ciągnie, bo jak tu pozostawać u siebie, kiedy wiesz, że ustawiają się kolejki parafian, aby przyjąć Eucharystię? Przecież kapłan ma służyć innym.

Prawdziwy kapłan

Zatem podsumujmy krótko nasze dotychczasowe spostrzeżenia: z byciem księdzem jest jak jest, czyli raczej niełatwo i pod górkę. Ale my nie wzięliśmy jeszcze pod uwagę czegoś tak pięknego i indywidualnego jak powołanie. Bowiem kiedy słyszysz przyzywający cię głos Boga, trudno się przeciwstawić. Możesz się opierać, możesz nawet twierdzić, że jesteś ostatnią osobą, która na księdza się nadaje, ale to nie ty wybierasz. Możesz tylko, a właściwie nawet musisz przyjąć Jego wolę. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem (J 15, 16a) – mówił swoim uczniom Jezus. To znakomita lekcja pokory – jeśli uciekniesz, nigdy nie będziesz naprawdę szczęśliwy. Po co więc uciekać? Większość księży, pomimo tych dwóch etatów i niedzielnej „harówki”, gdyby znów miała wybierać, ponownie poszłaby do seminarium. Kolejną sprawą jest modlitwa. Każdy ksiądz musi odmawiać brewiarz. Niby obowiązek, ale przecież wiemy, że kapłani, zresztą nie tylko oni, uważają, że modlitwą się oddycha i modlitwa potrafi człowiekowi pomóc, abo go wyciszyć, jeśli tylko trzeba. Wszystko pięknie, dobrze o tym wiem, wszyscy to wiemy, ale kiedy usłyszałam stwierdzenie z ust mego znajomego księdza wikarego, że „modlitwa jest jak powietrze”, to jakoś tak zostałam tym ogłuszona, nie wiem dlaczego. Inną rzeczą, która uderzyła mnie jak obuchem, jest pamiętnik Kardynała Prymasa Stefana Wyszyńskiego z czasów jego uwięzienia przez władze PRL z końca lat pięćdziesiątych, który czytałam kilka lat temu. Wiem z niego, że Kardynał wciąż odprawiał mszę świętą w pojedynkę, sam dla siebie i z niej czerpał siły. Myślę, że aby poczuć tę moc trzeba być powołanym, bo bez tego jest się ślepcem. A ja ciemność widzę czyli piszę to raczej obiektywnie, bo jako jeden, a raczej jedna z tych niewidzących. Wróćmy jednak do modlitwy, albo raczej do codziennego modlitewnego zaglądania do kościoła na jakieś 15 minut, które zdarza się chyba wszystkim księżom, i które chyba wszyscy oni polecają innym. Wracamy do modlitwy, bo nie chcę już być aż tak ociemniała i chciałabym ujrzeć wreszcie trochę światła. Do kościoła bowiem zdarza mi się zaglądać, jednak nie codziennie, nie na 15 minut i nie na typową, przepisową modlitwę. Po prostu tam jestem, a to tak jakbym oświadczała Bogu, że w Niego wierzę i Mu ufam. I dzięki temu dostrzegam teraz jakieś tam cienie.

Pasja

Tak sobie myślę, wiem to z doświadczenia, że praca człowieka musi też być jego pasją. Przecież większą część życia spędza się pracując. Jeśli ci się uda dobrze trafić, to zaczynasz tracić zdolność rozróżniania czasu pracy od przyjemności. Myślę, że księża, dzięki Bogu, czyli dzięki powołaniu, właśnie tak mają, jeśli dobrze je rozpoznali.
Data: 15.01.2012, godzina: 16:31:00.