#1 Grotowcy z Ziemi Świętej » poKULTURE.pl

 

Grotowcy z Ziemi Świętej

Byłam w zeszłym roku na pielgrzymce w Izraelu i Ziemi Świętej. Byłam też w Jerozolimie, która jest jednym, wielkim, wielowyznaniowym ołtarzem. Odejdźmy jednak od tej wielowyznaniowości, bo nie on była najważniejsza. Pomyślmy o tym, co uderzyło mnie tam najbardziej, a uderzające było, co pewnie nie zdziwi nikogo, wszystko właściwie. Gdybym jednak miała wymienić trzy najważniejsze i najistotniejsze rzeczy, które wpłynęły na moje postrzeganie tamtejszego świata, to byłoby to: Jad Waszem, grób Łazarza i groty, wszystkie jak leci, bez rozróżnienia na ich mieszkańców, czy przeznaczenie.

I. Jad Waszem


Jad Waszem to Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu, albo inaczej oficjalny pomnik w Izraelu poświęcony żydowskim ofiarom napaści hitlerowskiej. Była tam oczywiście aleja, a właściwie aleje, drzew upamiętniających Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, czyli Nie-Żydów, którzy, ryzykując własne życie, ratowali Żydów właśnie w czasie Holokaustu. Był też plac Janusza Korczaka oraz kilkanaście mniejszych i większych pomników poświęconych żydowskim, i nie tylko, partyzantom i żołnierzom. Ale to wszystko były, że tak powiem, pikusie. Znajdował się tam bowiem pewien taki obiekt, budynek właściwie, w którym wciąż panowała absolutna ciemność, rozświetlana jedynie punktowym światłem, które coraz to się pojawiało, by za chwilę zgasnąć i błysnąć gdzie indziej. Przez budynek przechodziło się trzymając stale poręczy, a przez cały czas pewien głos męski wyczytywał tonem nadzwyczaj poważnym, choć bez żalu, imiona, nazwiska i wiek dzieci, które w Holokauście zostały zgładzone. Bardzo chwytało to za serce. Jeśli chodzi o ścisłość to termin Jad Waszem (Yad Vashem) znaczy „miejsce i imię" albo, jednak tylko w niektórych tłumaczeniach, „pomnik i imię". Nazwa ta ma swoje korzenie w księdze Izajasza (Iz 56, 5): „dam [im] miejsce w moim domu i w moich murach oraz imię lepsze od synów i córek, dam im imię wieczyste i niezniszczalne”.

II. Grób Łazarza

Grób Łazarza przejął mnie swoją maleńkością, chociaż może nie sam grób – rzeczywiście grób był wielki, można by rzec „opasły”, taki dla kilku ciał. Za to wejście do niego było zupełnym przeciwieństwem. Małe to to i wąziutkie, choć mające naprawdę grube ściany – chyba właściciele bali się, że ktoś będzie chciał przebić się przez mury grobowca i ukraść tego czy innego nieboszczyka. Kto wie? W każdym razie, kiedy Jezus zawołał: „Łazarzu, wyjdź z grobu”, ten biedny chłopina musiał się naprawdę nieźle nagimnastykować, żeby wyjść na zewnątrz.

III. Groty i grotowcy

Wreszcie sprawa trzecia. To ona dała mi najwięcej do myślenia i to stąd tytuł. Myślę, że się teraz pośmiejemy, bo śmiech to zdrowie, a poza tym ma w sobie tę siłę, że pomaga nam odkryć w życiu szczęśliwe dni i chwile, a szczęście jest tym, do czego powinniśmy dążyć wszyscy, bo do tego jesteśmy powołani przez Boga. Zacznijmy od początku – w czasach przedhistorycznych żyli na świecie jaskiniowcy i mieszkali w jaskiniach, bo nie umieli jeszcze budować domów. W czasach przed Chrystusem ludzie posiedli już tę wiedzę, jednak jako że były to dopiero początki budownictwa, budowa jakiegokolwiek domu kosztowała krocie. Dlatego niewielu stać było na dom, a co za tym idzie mieszkali w grotach, które nie nazywały się już jaskiniami. Jednak było tak chyba tylko dla estetyki, bo faktycznie było to to samo, ale lepiej jest mieszkać w grocie, niż w jaskini - grota z nazwy jest czymś bardziej cywilizowanym. Jezus z rodziną też mieszkał w grocie i miał się dobrze. Dlatego cała Jego rodzina to grotowcy, a może nawet i jaskiniowcy. Teraz przed naszymi oczami pojawiają się Flinstonowie i chce nam się śmiać.

Przewodni epilog prywatny

Tym razem uprawiać będę prywatę, Jaką? Jackową – otóż moja grupa pielgrzymkowa miała super przewodnika, Jacka Urbanowicza. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, co powiedziała mi moja pani profesor od polskiego z liceum, Danuta Szulc, z którą chodzimy sobie od czasu do czasu do Teatru Nowego, albo i do Filharmonii. Oświadczyła ona, że jeśli będę miała uduchowionego przewodnika, to będę miała fajną pielgrzymkę. My, pielgrzymkowicze, spotkaliśmy Jacka dopiero w Egipcie, po wylądowaniu, a ja, wiedziona słowami Szulcowej, gdy tylko go ujrzałam, popatrzałam mu w oczy – chyba dość głęboko – i spytałam wprost: „Czy ty jesteś uduchowiony?”. Jacek wyglądał przez moment jakby dostał wiadrem zimnej wody w twarz i mowę mu odebrało. Wreszcie wyjąkał, że on się nie wypowiada. Wtedy pomyślałam sobie: „Dobra nasza” i jeszcze dla pewności zapytałam księdza-opiekuna naszej pielgrzymki o to uduchowienie Jacka. „Jest uduchowiony. I to bardzo”. I cóż? Uduchowienie Jacka spore było i kropka. Pielgrzymka fajna była i kropka. Dodam jeszcze, że Jacek nie będzie chyba zbyt zadowolony z tego prywatnego dodatku, ale co tam – myślę, że on w tym momencie krygować się będzie, a poza tym lubię celować w ludzi wiadrami zimnej wody. Zresztą nie tylko tym.
Data: 04.01.2012, godzina: 08:43:00. Autor: Natalia Mikołajska