„Towarzysz generał” w szarościach

Tak to już jest, że podgrzewany kotlet z założenia smakuje nie najlepiej. Jeśli jednak odgrzeje się go w klasztorze, nie powinno być źle. Tak myślałam, ale się pomyliłam ? rzeczą ludzką przecież jest błądzić. Film ?Towarzysz generał?, który oglądałam, od samego początku budził kontrowersje i podzielił Polskę na dwa obozy. Myślałam, że po trzech latach emocje już opadły, ale nic z tego ? kraj dalej jest podzielony. Tylko po co?
?Towarzysza generała? można było zobaczyć w cyklu ?Kino Duchowe? w ramach ?Piwnicy Duchowej? w Klasztorze Karmelitów Bosych w Poznaniu. Jak już wiemy, film podzielił Polskę na dwa obozy: tych ?za? i tych ?przeciw?, czyli czarnych ? przeciwnych generałowi i białych ? generałowi przychylnych. Żadnych szarości, chociaż tak naprawdę życie w większości składa się właśnie z szarych barw. Rzadko kiedy razi ono swoją bielą. Równie rzadko jest przerażająco czarne. Człowiekowi najlepiej i najbardziej zdrowo ? tak psychicznie jak i fizycznie ? jest w szarościach, chociaż to kolor mało pociągający, który bywa czasami po prostu nudny. Biel, jej nadmiar, rozleniwia i powoduje, że traci się czujność i powoli gnuśnieje. Zbyt dużo czerni z kolei sprawia, że człowiek traci nadzieję, staje się smutny, zrezygnowany, podenerwowany i przygaszony. Życie w szarościach staje się więc szczęśliwsze i spokojniejsze, nawet jeśli w tej chwili stwierdzenie to wydaje się być czystą niedorzecznością.

Na początek i dla porządku

Przedstawmy te dwa obozy. Po pierwsze widzowie będący ?za?, czyli czarni i twórcy filmu. Według nich jest on samą prawdą, która domaga się tylko rozliczenia ? Wojciech Jaruzelski to samo zło i dlatego kojarzę go i cały ten obóz z czernią, która musi być rozliczona. Reżyserzy, Robert Kaczmarek i Grzegorz Braun, wydają się być wspaniałymi tropicielami złego i tajnego. W filmie mówi głównie Lech Kowalski, historyk wojskowości, autor biografii Wojciecha Jaruzelskiego zatytułowanej: ?Generał ze skazą”. W dyskusji po emisji w telewizji domagał się degradacji generała. Z kolei w filmie pewien amerykański politolog, John Lenczewski, bardzo konserwatywny, uczył Polaków jaki powinien być polski patriotyzm. Poza tym do kamery wypowiadali się również Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk, którzy napisali wspólnie ? tę tak głośną ostatnimi czasy – książkę ?SB a Lech Wałęsa”.

Teraz biali, czyli ci którzy są ?przeciw? filmowi. Twierdzą oni, że ?Towarzysz generał? jest zupełnie jednostronny i do mdłości wręcz zrobiony pod tezę. Poza tym uważają, że film tak naprawdę jest marny, a reżyserom udała się tylko jedna akcja złapana przez kamerę, w której wypowiada się Adam Michnik i mówi „od… się od generała!”. Zresztą to właśnie on tym naszym białym przewodzi. Czyni tak nie wiadomo dlaczego ? chyba zapomniał ile krzywd zaznał w swoim czasie od władz PRL. Wróćmy jednak do białych w ogólności: stwierdzają oni też, że w filmie roi się wprost od insynuacji, których widzowie nie mają jak sprawdzić i muszą po prostu uwierzyć. Poza tym film ten jest raczej mało odkrywczy, bo nic nowego nie ma przecież w tym, że minister obrony PRL – Wojciech Jaruzelski – był zaufanym człowiekiem, i w pewnym sensie lokajem, Moskwy. Żaden z niego sprzedawczyk czy sługus idei komunizmu. Na pewno miał jakieś cechy dodatnie i wątpliwości z ludzkiego punktu widzenia ? tak myślą biali.

Zdrowe szarości

Musimy teraz zmieszać obydwa te obozy. W celach leczniczych oczywiście. Zaczniemy od czerni: osoba generała może jest trochę przejaskrawiona i zbyt zdemonizowana, ale przecież takim karierowiczem i sługą Moskwy Wojciech Jaruzelski w rzeczywistości był. Nic tego nie zmieni. Historie z nim związane na pewno nie ulegną zmianie, jeśli odbierze mu się ten czy inny medal, albo wsadzi do więzienia ? trzeba było to zrobić w roku 89, teraz to już musztarda po obiedzie i nic nie ulegnie zmianie. W filmie generał jest głównie karierowiczem ?został przecież generałem w wieku 33 lat. Wśród wielu innych faktów zwrócono tu uwagę na jego stosunek do kolegów i przyjaciół z młodości ? czy on w ogóle miał, prócz żony, jakichś przyjaciół? ? na których podczas czystek rasowych w armii podpisywał wyroki w czasie antysemickiej nagonki za czasów późnego Władysława Gomułki. Wszystko potrafił wykorzystać, aby budować własne wpływy w partii i państwie, czynić kadrę oficerską Ludowego Wojska Polskiego swoją klientelą, wspinać się coraz wyżej na szczyty władzy i robić karierę. Tego po prostu zapomnieć nie możemy, zresztą nie wypada nam z przyzwoitości. Teraz do tego czarnego obrazu domieszajmy trochę bieli, a wszystko zrobi się zdrowsze, czyli szare. Powtarzam, że biografii Wojciecha Jaruzelskiego nic nie zmieni – on urodził się zły, jest zły i zły pozostanie. Po co więc go rozliczać? Jakie wymierne korzyści przyniosła by nam jego degradacja? Satysfakcję? Z czego? Mamy wreszcie prawdziwy portret Wojciecha Jaruzelskiego – dyktatora i oportunistycznego karierowicza, który tak naprawdę z własnej inicjatywy nic dla Polski nie zrobił. Traktujmy więc film jako wgląd w historię i przestrogę na przyszłość pokazującą na jakich ludzi trzeba uważać. Nie rozpatrujmy go jak przyczynek do domagania się rozliczenia. Cieszmy się, że mamy demokrację i jesteśmy teraz wolnym państwem. Tak będzie lepiej i zdrowiej dla naszej psychiki i dla Polski.

x

Zobasz także

Jak Paderewski do Poznania

Liczni pasażerowie na poznańskim Dworcu Głównym PKP w Poznaniu byli w niedziele 15 grudnia, grubo ...