#1 Zostawić wszystko i co? » poKULTURE.pl

 

Zostawić wszystko i co?

Albo inaczej bezwarunkowość podążania za. O co chodzi? Jest taka Ewangelia mówiącą o tym, że, aby iść za Jezusem, trzeba porzucić absolutnie wszystko. Nie stanowi to dla nikogo żadnej nowości, a poza tym jest dosyć jasne - można by powiedzieć: rewelacyjne. Ale ciemność cały czas nam zapada. Kiedy jest nam ciemno?

Wystarczy, że pomyślimy sobie trochę głębiej o tym, co stanie się z naszymi rodzinami i całym życiem codziennym - a jest w nim mnóstwo zobowiązań i innych odpowiedzialności - jeśli zdecydujemy się na tak drastyczny krok, jak bezdyskusyjne podążenie za Nim. Pójdziemy sobie bez słowa. Ale kto wtedy się zajmie tym wszystkim? Królestwo Boże? Jak? Wydaje się, że Jezus miał bardzo bezwzględne podejście do sprawy pójścia Jego śladami. Ta jego ostateczność sprawiała i wciąż sprawia, że właściwie nie można tu niczego zakwestionować. Dlaczego?

Wielki zgrzyt – powołanie Elizeusza

Teraz mamy Stary Testament - czas przed Chrystusem – dokładnie Pierwszą Księgę Królewską, fragment, który mówi o powołaniu Elizeusza na proroka. Wyglądało ono zupełnie inaczej i nie było tam tej bezdyskusyjności. To dlatego coś nam tu zgrzyta. Co? Eliasz zastaje chłopaka z wołami przy oraniu ziemi i zarzuca na niego płaszcz. Elizeusz prosi o pozwolenie na pożegnanie się z rodziną. Eliasz nie postępuje tak jak Chrystus i zgadza się, choć nakazuje mu powrót: „Idź i wracaj, bo po co to ci uczyniłem?”. Takie zachowanie, i co za tym idzie, powołanie jest po prostu lepsze, bo i cieplejsze, i bardziej otwarte, i przyjacielskie, i w większym stopniu wyrozumiałe, i tak zwyczajnie bardziej ludzkie. Czy wobec tego Chrystus nie zraża ludzi Swoją postawą? Nie. Jezus na pewno ludzi nie odpycha. On po prostu nie chce, żeby ci ludzie szli za Nim z fałszywymi oczekiwaniami. Nie ma bowiem sensu zatrzymywać się w trakcie drogi i później się cofać. Wobec tego Jezus mówi bardzo jasno: „Jeśli chcesz iść za Mną, zaprzyj się samego siebie”. On chce mieć naśladowców, którzy idą za Nim sumiennie i rozważnie, mając pełną świadomość tego, czego się od nich oczekuje.

Drugi zgrzyt

Pierwszą i najgłówniejszą rzeczą, której Jezus wymaga, to mieć w nienawiści ojca, matkę, żonę, braci i siostry. A tu kolejny zgrzyt, bo od razu zapytamy, czy przykazanie miłości bliźniego nie zostało tutaj zamienione w jego całkowite przeciwieństwo? Znowu nie. Znaczenie owej „nienawiści” wytłumaczone jest w innym tekście: „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” (Mt 10, 37). Znaczy to, że kto chce iść za Chrystusem, powinien kochać Go bardziej niż wszystkie inne osoby, także te, które są mu bliskie. Więcej - musi kochać Go bardziej niż własne życie. Jezus chce, abyśmy przyznali Mu miejsce wyjątkowe i jedyne. Miłość do Niego i związek z Nim mają mieć pierwszeństwo przed wszystkimi innymi związkami, choć oczywiście, miłość ta nie wyklucza miłości do ludzi. Jest wręcz przeciwnie. Trzeba tylko w taki sposób kształtować swoje związki z bliźnimi, aby nie przeszkadzały one w naszej więzi z Jezusem, i aby znajdywały w niej swoją nową moc. To znak rozpoznawczy dobrego kapłana. Czyż nie?

Warunki

My, zwykli ludzie, szarzy parafianie, rozsiani po całym Poznaniu, całej Polsce, całym świecie właściwie chcielibyśmy pójść za Jezusem i być prawdziwymi chrześcijanami, ale wyłącznie na naszych warunkach. Wiele rzeczy bardzo nas w Nim fascynuje i pociąga. Z kolei inne podobają nam się mniej, a czasami w ogóle. Dlatego chcielibyśmy móc stworzyć sobie taką formę chrześcijaństwa, która by się nam podobała i byłaby skrojona na naszą miarę. Tymczasem Chrystus mówi wyraźnie, że pójść za Nim można tylko na Jego warunkach, bo inaczej nie jest się Jego naśladowcą. Nie ma takiego Jezusa, z którego można by wykroić sobie wybrane cechy. Kto chce rzeczywiście do Niego należeć, musi zdecydować się na Chrystusa w całości; musi wybrać całą Jego drogę. On mówi zupełnie otwarcie o warunkach podążania za Nim i bycia chrześcijaninem. Chce też, żeby ludzie dobrze się zastanowili przed podróżą, czy w ogóle są w stanie za Nim pójść. Nie można bowiem brać na siebie ryzyka, decydować się na coś, co tak naprawdę jest dla nas zagadką. On po prostu nie chce nikogo zwodzić pięknymi obietnicami. Dlatego Jego warunki są dość jasne: jeśli chcesz iść, otwórz najpierw szeroko oczy. Chrystus chce mieć przy sobie osoby, które wiedzą, o co chodzi w związku z Nim, bo mają już wszystko rozważone i dogłębnie przemyślane, a poza tym, gdy już pójdą, to zdecydowanie i na zawsze.

Ewangeliczny rowerzysta

Na koniec jeszcze jedna mała uwaga związana z opisaną Ewangelią. Jezus mówi w niej, żeby „wstecz się nie oglądać”. I pomijając wszelkie okoliczności łagodzące i trudność nie patrzenia w przeszłość chciałbym przywołać tu przykład sportowca, który bierze udział na przykład w Tour de France, czyli dajmy na to Lanca Armstronga. On uczestnicząc w jakimkolwiek wyścigu ogląda się wstecz, tylko i wyłącznie wtedy, kiedy przed nim jest jeszcze długi dystans. Jeżeli dystans staje się krótki, to patrzy tylko przed siebie. My, ludzie, nie wiemy, jaki jest nasz prawdziwy „dystans życiowy”. Daje to do myślenia, bo lepiej chyba się ubezpieczyć i nie oglądać nigdy w

Data: 04.03.2012, godzina: 16:36:00. Autor: Natalia Mikołajska