#1 Niewiara w umundurowanych funkcjonariuszy Pana B. » poKULTURE.pl

 

Niewiara w umundurowanych funkcjonariuszy Pana B.

Obrazek nr 1: którejś niedzieli brałam udział w mszy świętej, w której ksiądz odprawiający ją tak bardzo się spieszył, nie wiadomo dokąd - może chciał, nie wiedzieć czemu (ze wstydu?), jak najszybciej schować się w zakrystii? - że kiedy jeszcze śpiewaliśmy Agnus Dei przed podniesientiem, on już uniósł w górę Hostię. Później komunię też rozdawał szybciutko, bez należnej jej czci, a potem to już go nie było. Czy takie zachowanie kapłanskie jest OK?


Obrazek nr 2: normalnie w trakcie modlitwy „Ojcze nasz” ksiądz ma rozłożone i wzniesione nieco w górę ręce. Gest ten oznacza, że adresatem modlitwy jest sam Bóg i symbolizować ma człowieka, który z całą swą ufnością zwraca się do Niego i oczekuje Jego pomocy. Tymczasem kiedyś widziałam księdza, który właśnie w trakcie „Ojcze nasz” nagle opuścił swoje wzniesione ręce i podrapał się w ucho, bo go swędziło. Czy takie zachowanie księdza jest w porządku? Obrazek nr 3 - zbiorczy - wygląda tak: często spotykamy ludzi mówiących: „Wierzę w Boga, ale nie w Jego umundurowanych funkcjonariuszy”. Dlaczego tak się dzieje? Jaki tak naprawdę powinien być dzisiejszy kapłan? Czy można wierzyć w Boga, nie wierząc w księży i Kościół? Przecież sam Kościół to nic więcej jak Oblubienica Chrystusa, Boga, a kapłani to nic więcej jak Jego, Boga, pomocnicy.

Głosiciel Słowa po nowemu


W Internecie znalazłam ankietę przeprowadzoną przez Gościa Niedzielnego pt. „Jaki duszpasterz w trzecim tysiącleciu?”. Z kaznodziejstwem kojarzy nam się przede wszystkim misja głoszenia, więc w tym kierunku powinno pójść najwięcej odpowiedzi. Tymczasem czytelnicy Gościa Niedzielnego wymienili niewiele oczekiwań dotyczących kazań i homilii. Może to z tego powodu, że taki ksiądz powinien mieć głoszenie Słowa wpisane w swój kod genetyczny, a może dlatego, że dobrze jest, jeśli już samym swoim życiem kapłan świadczy o Ewangelii? Nie wiem, myślę jednak, że wystarczy tu zdanie spisane z jednej ankiety: „Kaznodzieja nie powinien pouczać ani prowadzić wykładu, lecz być świadkiem”. Ksiądz nigdy nie przestaje tak naprawdę być głosicielem Słowa. Robi to np. w szkole w trakcie katechezy i tutaj powinien być zawsze »koleżeński i z dystansem«. Jednak robi to także w kawiarni, albo w kinie z młodzieżą. Przecież takie spotkania właśnie powinny się zdarzać, bowiem relacje księdza - każdego księdza - z ludźmi młodymi są najważniejszą chyba częścią kapłańskiego życia codziennego - „przepowiadanie do młodzieży jest sprawą serca”. Młodzi ludzie bowiem są najbardziej na rozdrożu, najczęściej szukają tej właściwej i jedynej drogi życia. Kapłan, jako głosiciel, powinien więc „prowadzić dialog z młodzieżą”.

Ksiądz celebruje


I tutaj wracamy do obrazka nr 1: na pewno podniesienie Hostii w czasie śpiewu Agnus Dei nie jest tym, czego ja oczekuję od księdza. Może nie jestem zbyt postępowa i za dużą wagę przywiązuję do tego, jak tradycyjnie powinno się odprawiać Mszę Świętą, ale cóż... czasami lepiej mi z tą tradycją. Ksiądz jest szafarzem sakramentów i „przy ołtarzu powinien być bardzo skupiony” (to ankieta). Musi tak celebrować Najświętszą Ofiarę, aby wszyscy, niezależnie od wieku i tego, gdzie się spieszą, przeżyli należycie to niezwykłe Misterium. Przecież ksiądz dzięki święceniom występuje w imieniu Chrytusa. Odprawiając Mszę nie powinien więc być aktorem usiłującym za wszelką cenę przypodobać się widowni, ale nie może też zachowywać się tak, jakby był znudzony codziennym powtarzaniem od początku tych samych słów i gestów.

Człowiek-przyjaciel


Według mnie dzisiejszy ksiądz powinien przede wszystkim być przyjacielski. Nie będziemy sobie teraz  żałować i przyjrzymy się proboszczowi i jego stosunkowi do własnych parafian i parafianek. On po pierwsze nie może obawiać się z nimi kontaktu - to podstawa. Ważne jest też to, ażeby nie bał się ich krytyki, tylko z nimi dyskutował i przedstawiał im swój punkt widzenia, a przynajmniej nie bał się tego robić. Jednak nie może przy tym być przeświadczonym o własnym monopolu na wiedzę. Z drugiej, a może i tej samej, strony nie powinien też być „władcą” swoich parafian, bo stosunek księdza do wiernych świeckich jest „sprawdzianem wiary kapłana i autentyzmu jego duszpasterskiej posługi”. Tutaj także mamy obrazek, dłuższy i większy od poprzednich, a ma on nr 4: pewna parafia miała nowego proboszcza. Co tydzień ukazywała się tam gazetka parafialna, więc jeden z tamtejszych redaktorów zrobił z nim wywiad. Było naprawdę super. W rozmowie nowy proboszcz stwierdził nawet, że jego zadaniem jest pokazywać swoim parafianom Chrystusa. Po kilku latach był jakiś jubileusz gazetki i wszyscy, jak jedem mąż, jedli tort przy wielkim wspólnym stole. Był oczywiście tamtem redaktor i był też zaproszony proboszcz. Przyszedł troszkę później, i choć tort stale na niego czekał, to zostało przy stole tylko jedno miejsce - obok naszego redaktora. Proboszcz usiadł więc tam, ale wykonywał przy tym gesty odgradzania i odsuwania się od redaktora jak od ognia. Nie jest ważne, co tak naprawdę wydarzyło się między nimi w czasie od tamtego wywiadu do jubileuszu – trzeba nam bowiem teraz spróbować wyobrazić sobie Chrystusa tak odgradzającego się od współbiesiadników. Trudno? Chyba tak, bo Jezus od nikogo tak ostentacyjnie się nie odżegnywał i jadł nawet z celnikami. Podsumowując: rzeczony proboszcz pewnie myślał, że ludzie będą się śmiać, ale tak naprawdę nikt się nie śmiał, bo to wcale śmieszne nie było, lecz zwyczajnie żałosne i nawet trochę chamskie w stosunku do redaktora. Zatem znowu pytanie: może takie zachowanie kapłanskie jest OK?

Sprawa zupełnie inna: z ankiety Gościa Niedzielnego wynika też powszechne oczekiwanie, z którym całkowicie się zgadzam, że ksiądz musi angażować się w problemy społeczne swojej parafii. Myślę też, że noszenie czarnej sukienki, mimo że jest się facetem, wcale nie oznacza, że kapłanowi nie wolno nawet myśleć o polityce. Swoje poglądy polityczne powinien jednak na pewno wygłaszać poza amboną.

In persona Christi

Podczas Mszy Świętej Chrystus-Bóg obecny jest tu na Ziemi w osobie wcześniej przez Siebie wybranego i powołanego księdza, który w kościele występuje właśnie in persona Christi (z języka łacińskiego). Jakby więc na to nie patrzeć człowiek, który nie wierzy w kapłanów i Kościół, nie wierzy też w Boga. Z drugiej jednak strony czemu się dziwić? Zachowanie co poniektórych księży jest takie, że to po prostu ręce opadają, a w Boga aktywnie wierzy coraz mniej ludzi, przez co kościoły są coraz bardziej puste. Tylko że kolejna strona medalu wygląda tak, że ksiądz – każdy - jest odzwierciedleniem życia wspólnoty, a ta tak naprawdę nieustannie go kształtuje. Za to więc, jacy są i jacy będą księża, odpowiadają nie tylko biskupi i wychowawcy w seminariach duchownych, ale wszyscy ludzie Kościół tworzący. Formowanie księdza bowiem wcale nie kończy się w chwili święceń, kiedy zostaje on już tym umundurowanym funkcjonariuszem Pana B.
Data: 19.02.2012, godzina: 16:13:00. Autor: Natalia Mikołajska