#1 Święty Świr Boży » poKULTURE.pl

 

Święty Świr Boży

Byłam na premierze nowej opery poznańskiej pt. „Dzień świra” i wcale nie jestem zachwycona. Przede wszystkim nie podoba mi się ilość przekleństw w niej wykorzystanych - one aż kłują w oczy, zamiast rozśmieszać jak w filmie – ale nie to jest ważne. Zresztą twórcy opery, aby uniknąć konfrontacji z filmem, potraktowali temat bardziej metaforycznie i mniej komediowo (patrz: nie śmieszne przekleństwa). Ważne dla mnie w tej chwili są świry, których Bóg po prostu potrzebuje.

Któregoś dnia, krótko po premierze, wzięło mnie na myślenie na tematy nie do końca z operą związane, bo ze świrowaniem. i doszłam do wniosku, że Bóg potrzebuje świrów, ludzi nieobliczalnych, albo wariatów – jak zwał tak zwał – w każdym razie takich, którzy nie zachowują się w sposób całkowicie normalny. Dlaczego? Ano dlatego, że większość świętych – i tych mniej i tych bardziej znanych - taka była, a przynajmniej tak ich nazywano - bożymi szaleńcami. Druga strona tego samego medalu jest taka, że oni niejednokrotnie stanowczo przeginali, jak chociażby Święty Szymon Słupnik. Po co im to było?

Szymon Świr Słupnik

Zobaczyć wariata, który całe swoje życie postanowił spędzić na słupie – Szymon pochodził z w miarę sytuowanej rodziny, ale cały swój majątek, po śmierci rodziców i brata, rozdał ubogim - na pewno było nie lada gratką. Szczególnie dla ludzi Średniowiecza – Szymon żył w na przełomie IV i V wieku. Jego dziwactwo przyciągało prawdziwe tłumy, ale jednocześnie było wspaniałą okazją do ich nawrócenia. Szymon bowiem nie stał w deszczu i upale na słupie bezczynnie, bo poza tym dwa razy dziennie, chyba o ustalonych porach, głosił kazania - oczywiście tym, którzy chcieli go słuchać - dokonywał uzdrowień, rozstrzygał spory i sądził. Przede wszystkim jednak w ciągu całej nocy i do 9.00 rano się modlił – wtedy miał swoje pierwsze kazanie. Czy zatem znalezienie tak dobrej okazji do głoszenia nauki Boskiej nie jest warte poświęcenia? Powstaje nam tutaj jedno tylko pytanie: kiedy Szymon spał? Przecież jego rozmiłowanie w umartwianiu się budzi we współczesnym człowieku aż odruch oburzenia. Kiedyś jednak Szymon spać musiał, bo nie jest to możliwe, żeby Bóg wymagał od swoich dzieci – podkreślam SWOICH - takich wyrzeczeń. One – te wyrzeczenia - przecież mogą nawet wykraczać niekiedy poza piąte przykazanie – „Nie zabijaj!”, a wtedy to „na dwoje babka wróżyła”.

Powołanie


Każdy chrześcijanin powołany jest do dawania świadectwa o Jezusie, ale każdy w inny sposób. Nie wszyscy przeznaczeni są do praktykowania tak surowej – „Szymonowej” – ascezy. Tym bardziej, że po prostu nasze czasy temu nie sprzyjają, jest bowiem współczesność, czyli prasa, telewizja, są telefony, a świat jest jedną wielką, wielowyznaniową i multireligijną wioską. Wydaje się nawet, że to trochę nas usprawiedliwia. Lew Tołstoj powiedział kiedyś tak: Boga nie poznajesz rozumem, nawet nie sercem, ale poprzez poczucie całkowitej zależności od Niego, podobne do tego uczucia, którego doznaje niemowlę w rekach matki. Nie wie ono, kto je trzyma, kto ogrzewa, kto karmi... ale wie, że jest ktoś, i mało tego, że wie – ono go kocha. W tym wszystkim jednak najważniejsze jest to, aby swoimi zarozumiałymi ocenami, kąśliwymi uwagami i komentarzami nie gasić ducha tych osób, które mają jakiś pomysł na to, jak dla Boga zrobić więcej, jak bardziej i mocniej pokazać, że Go kochają i poważają. Nawet jeśli ten pomysł będzie najbardziej dziwaczny z możliwych. Nie należy także pchać się ze swoimi – najczęściej brudnymi – buciorami do ich życia, a z przyzwoitości nie powinno się też tak myśleć. Oni będą – nawet nieświadomie - i tak walczyli o prawdę zgodnie z jedną z Mądrości Stracha ze Starego Testamentu: Aż do śmierci stawaj do zapasów o prawdę, a Pan Bóg będzie walczył o Ciebie (Syr 4,28).

Proboszcz z kierowcą na koniec

Król Dawid był królem wielkim, a przecież tańczył przed Arką Przymierza jak najzwyklejszy na świecie sługa. Święty Franciszek z kolei głosił kazania zwierzętom. Sam Syn Boży urodził się gdzieś w stajni dla bydła, a potem umarł jak przestępca. Widać wyraźnie, że Bóg potrzebuje takich osób, o których ludzie tkwiący w konwenansach, tacy kompletnie pozbawieni szerokich horyzontów myślowych, powiedzą „świr”. Najlepszym tego dowodem jest pewien - możliwe, że dobrze Państwu znany - dowcip: Do nieba przychodzą proboszcz i kierowca, jego parafianin. Pierwszy zostaje przyjęty po prostu, drugi natomiast witany jest z wielkimi honorami. Widząc to proboszcz jest oburzony, że nim nikt nie zajmuje się tak samo - on przecież ma wielkie zasługi, a o kierowcy wszyscy mówili źle. Św. Piotr odpowiada mu: kiedy ty głosiłeś kazania, wszyscy ziewali, a kiedy on prowadził autobus, wszyscy się modlili.
Data: 05.02.2012, godzina: 16:44:00. Autor: Natalia Mikołajska