Kościół to nie partia polityczna – o chrzcie św.

Właśnie, Kościół nie jest partią i dlatego chrzci się w nim dzieci, a nie dorosłych. Dosyć to logiczne – Kościół nie rekrutuje swoich zwolenników, którzy mniej lub bardziej świadomie podejmują decyzję o przyłączeniu się do niego, bądź też nie. Jest szafarzem łaski, którą wprowadza w życie swoich członków.

Na samym początku z łaski bożej otrzymują oni wielki dar, jakim jest chrzest św., czyli ponowne narodzenie się z Ducha Świętego. Ale zaraz, zaraz: jaki to dar i dla kogo to dar, skoro kiedy go dostajemy, jesteśmy tego zupełnie nieświadomi? Z czego mamy się cieszyć? Że traktuje się nas jak bezrozumne istoty? Chyba lepiej by było otrzymać taki dar w pełni władz umysłowych? Czyż nie tak? Otóż nie: w tym akurat wypadku - w sakramencie chrztu, po pierwsze mamy przynależność do Chrystusa. Po drugie dzięki Niemu otrzymujemy zbawienie, a dalej życie wieczne i łaskę uświęcającą, czyli dar Boży. Chyba lepiej mieć życie wieczne, niż go nie mieć? Jednak takie rzeczy zobowiązują, ale na szczęście jest wyjście - jeśli wiązać się nie chcemy, wycofać z interesu można się w każdej chwili i to całkowicie bezboleśnie – nikt nie będzie spuszczał odstępcom żadnych gromów, ani błyskawic na głowy. Na zbawienie i tak, będąc ochrzczonymi, szansę mają, jeśli tylko prowadzić będą dobre i sprawiedliwe życie. To jak, czekać z tym chrztem do dorosłości i traktować Kościół politycznie, czy też nie? Weźmy jeszcze pod uwagę fakt, że w pierwszych wiekach chrześcijaństwa chrzczono dorosłych, a dopiero w IV - V wieku zaczęła upowszechniać się tradycja chrztu dzieci. Dobra, tyle wstępnej teorii chrzcielnej i pytań. Porozmawiajmy teraz o faktach.

Co to jest chrzest?

Sobór Florencki mówi, że ”chrzest święty jest fundamentem całego życia chrześcijańskiego, bramą życia w Duchu i bramą otwierającą dostęp do innych sakramentów”. Chrzest wprowadza we wspólnotę Kościoła, przy czym zawsze dokonuje się to w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Bóg adoptuje ochrzczonego, przyjmuje go i uznaje za swoje dziecko. Wszystko to dzieje się w mocy Ducha Świętego. On udziela ochrzczonemu nowego życia i łączy go z Bogiem Ojcem przez Jezusa Chrystusa – widać wyraźnie, że wszystkie trzy Osoby Boskie mają tu swój udział. Dla chrześcijan pierwszych wieków chrzest stanowił głębokie przeżycie religijne - był to decydujący zwrot do Chrystusa, nowe narodziny, zupełne. Tyle że z reguły jest tak, że narodziny – nie mówimy tu o urodzinach, którymi cieszyć możemy się co roku - świętuje się zaraz po narodzeniu. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że nikt nie może osiągnąć zbawienia, jeśli przed śmiercią nie dostąpi chrztu. Zatem im szybciej się to zrobi tym lepiej – potem taki ochrzczony może sobie spokojnie umierać ile razy mu się zachce. Jest już dzieckiem bożym, a dzieckiem bożym człowiek nie może się odstać – chrzest jak bierzmowanie, kapłaństwo i małżeństwo, jest sakramentem, którego udziela się raz na całe życie. Taki ochrzczony zostaje dzieckiem bożym, nawet jeśli postanowi w życiu późniejszym odejść od Boga. Chrzest jest zanurzeniem w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa i radykalnym wyzwoleniem człowieka z grzechu i śmierci. Co prawda dziecko w beciku raczej nie myśli o zbawieniu, tylko o tym, że akurat ma coś mokrego na główce i z tego powodu uderza w płacz – cichszy lub głośniejszy. Tymczasem na tym polega natura zbawienia. Jest ono łaską, czyli darmowym darem Boga. Bowiem On zawsze kocha jako pierwszy i nie stawia warunków, jak robią to niektóre partie polityczne – „załatwimy ci to, ale najpierw…”.

Chrzest Jana Chrzciciela


Ten chrzest był czymś zupełnie innym. Święty Łukasz Ewangelista pisze, że Jan udzielał chrztu „dla odpuszczenia grzechów" (Łk 3, 3). Był to chrzest z wody, a nie z Ducha Świętego, jak ten, którego dostępujemy wszyscy, którego udzielają nam kapłani. Do Jana przychodzili wierzący Żydzi, a on głosił im swoje kazania. Wtedy oni odkrywali, jak wielkim błędem były ich grzechy, przyznawali się do nich i wyznawali je przed Janem, zawsze przy tym wyrażając żal. Jan zanurzał ich wówczas w wodach Jordanu i tak oczyszczonych odsyłał do domu. Nie było tam mowy o żadnej wieczności. Chrzest Jezusa u Jana natomiast był aktem, który miał pokazać, że pragnie On we wszystkim stać się jednym z nas. To dlatego stanął w szeregu ze zwykłymi grzesznikami; „On, który był bez grzechu, pozwalał się traktować jak zwykły grzesznik” (2 Kor 5, 21), aby dźwigać na swych barkach ciężar win całej ludzkości. Był to symboliczny początek jego działalności publicznej. Najciekawsze i – jakby powiedział Jan Paweł II – najbardziej znamienne w związku z chrztem Jezusa w Jordanie jest to, że w chwilę po nim obecne na Ziemi były wszystkie trzy Osoby Boskie, a jest to jedyne takie miejsce w Biblii i chyba w historii. Był Bóg Ojciec, który mówił: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie” - w ten sposób przedstawiał ludziom Jezusa jako swojego Syna posłanego dla dokonania dzieła zbawienia. Był Duch Święty, który w postaci gołębicy zstąpił na Jezusa i pokazał, że niebiosa, zamknięte przez grzech Adama, właśnie się otwierają. I wreszcie był też Bóg-Człowiek, czyli Jezus.

Podsumowanie

Chrzest czyni człowieka wolnym nie tylko od grzechu pierworodnego, ale obdarza życiem w wolności. Dar wolności najbardziej upodabnia człowieka do Boga. Spytajmy raz jeszcze: czy mądrze jest odkładać chrzest dziecka aż do czasu osiągnięcia przez nie pełnej dojrzałości, by mogło samo podjąć świadomą decyzję? Z przytoczonych wyżej argumentów wynika, że nie. Na końcu weźmy jeszcze pod uwagę to, co powiedział Jezus: "Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie..." (Mk 10, 14).
Data: 08.01.2012, godzina: 11:44:56. Autor: Natalia Mikołajska